50 lat TAQ spotkanie: Edward Gramont

Kto nie był w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej im. C. Norwida w Zielonej Górze na spotkaniu z Edwardem Gramontem i Mirosławą Szott, nie slyszał kilku opowieści, które niekoniecznie znalazły się na łamach książki „Gramont” wydanej przez Wydawnictwo Pro Libris oraz Nowosolskie Alternatywne Stowarzyszenie Artystów NASA z okazji 50-lecia nowosolskiego teatru Terminus a Quo, ten może nadrobić.

Pół wieku buntu na scenie

Oto zapis spotkania, które współprowadzili: red. Ewa Mielczarek oraz prof. dr hab. Daniel Kalinowski, były aktor Terminus a Quo. Książka „Gramont”, czyli Edward Gramont w rozmowie z Mirosławą Szott to zapis rozmowy z artystą, reżyserem i założycielem teatru Terminus A Quo z Nowej Soli. Publikacja przybliża historię, twórczość oraz kulisy działalności m.in. w Nowej Soli na przestrzeni 50 lat. Premiera książki odbyła się 16 stycznia 2026 roku w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Cypriana Norwida w Zielonej Górze.

Teatr Terminus a Quo to Edward Gramont, a Gramont to TaQ. To nie tylko w Nowej Soli jest oczywiste. Przez pięćdziesiąt lat wystawił ponad trzysta premier, przewinęło się przez niego przeszło siedmiuset aktorów i zaprowadził nowosolską sztukę na sceny całego kraju i za granicę.

„Terminus a quo.” Brzmi obco, prawda? Oznacza w łacinie mniej więcej tyle, co „punkt wyjścia” albo „miejsce, od którego wszystko się zaczyna.” Już sama nazwa mówi coś ważnego – nie chodzi tu o finał ani gotową odpowiedź. Chodzi o wieczne pytania, wieczne poszukiwania, wieczny start od nowa. I właśnie tak działa ten zespół od pół wieku wraz ze zmieniającymi się kolejnymi pokoleniami aktorów. Tylko Gramont zdaje się trwać jak skała w tym przepływającym nurcie ludzi.

Rok 1976. Nowa Sól i odważny pomysł

Styczeń 1976 roku. Komuna. Polska Ludowa rządziła się swoimi prawami. Telewizja nadawała dwa kanały. Muzyka krążyła nagrywana z kasety na kasetę. A w Nowej Soli, robotniczym mieście, którego rytm dnia toczył się w dwóch fabrykach – Dozamecie i NFN Odra – pewien młody człowiek postanowił założyć teatr. Nazywał się Edward Gramont.

Miał pomysł prosty i rewolucyjny zarazem. Chciał „ożywiać obrazy” – brać poezję i prozę, i zamieniać je w spektakl. Robić coś, czego nikt wcześniej, w szarej w istocie rzeczywistości, tu nie robił. I robić to na własnych zasadach.

4 stycznia 1976 roku Terminus a Quo oficjalnie zaczął istnieć w mieszkaniu Sylwii Stępień we wsi Zakęcie pod Nową Solą. Gramont pytał ją, czy możliwe jest, żeby zaistniał teatr. Sylwia przyprowadziła trzy osoby: Irenę, Bożenę i Kazię. Trzy dziewczyny i jeden brodaty pomysłodawca. Sięgnęli po egzemplarz „Nowego Wyrazu” z poematem Jacka Gulli. W ruch poszedł ołówek, który zakreślał poszczególne fragmenty i dopisywał imię osoby, która miała je grać. Tak powstał pierwszy scenariusz.

Pierwsza premiera odbyła się kilka miesięcy później – 4 czerwca 1976 roku. Spektakl nosił tytuł „Poemat o zbawieniu świata.” Wystąpili wówczas pod nazwą Teatr poezji w Zakładowym Domu Kultury „Odra”. Nikt nie mógł, nawet autorzy tego szalonego w nowosolskich warunkach pomysłu, wiedzieć, że to dopiero początek półwiecznej przygody. No, ale to był przecież „punkt wyjścia”. Nasycony buntem przeciw codzienności. W tamtych czasach niezależność artystyczna, skandal, bunt były luksusem rzadkim jak pomarańcze na Boże Narodzenie.

Rządzący podówczas komuniści nie rozumieli, o co w tym chodzi. Może właśnie dlatego się udało? To „nierozumienie” było paradoksalnie darem. Co to za teksty? Co się dzieje na scenie? Wyraźnym sygnałem inności zjawiska były choćby plakaty, jakie przygotowywał dla teatru od 1977 roku Leszek Frey-Witkowski, malarz i rysownik ze Świebodzina, ale też bibliotekarz. Partyjna biurokracja nie umiała sklasyfikować TAQ, więc nie wiedziała, jak go zablokować. Cenzorzy przymykali oko. Teatr działał. Eksperymentował. Buntował się. Nie pasował do szarej rzeczywistości Nowej Soli. Gramont i jego współpracownicy mieli odwagę sobie ten inny świat stworzyć.

Kim jest Edward Gramont?

Gramont wspomina tamten okres często. – Po prostu mieszkaliśmy w Polsce, chodziliśmy do szkoły, słuchaliśmy Niemena i jako młodzi ludzie chcieliśmy trochę innego świata. Uczyłem się w technikum elektrycznym, ale razem z kolegami byliśmy humanistami. Interesowała nas muzyka, literatura, malarstwo, impresjoniści – mawia.

Wiele opisów twórcy TAQ mówi o nim poprzez kilka sprzecznych często ze sobą stereotypów: skandalista, wizjoner, reżyserski amator, dziwak, demiurg, mistrz obrazu, kontestator. Niezbyt typowa wizytówka dla kogoś z Nowej Soli. Gramont jest założycielem, dyrektorem i reżyserem teatru – wszystko w jednej osobie. To on pisze większość tekstów, sklejając je z lektur niszowych pisarzy – beatników, doprawiając plamami psychodelicznej, nieznanej szerzej muzyki, budując na scenie reżyseruje wszystkie przedstawienia i gra na scenie.

Teatr był wyrzucany z Nowej Soli dwukrotnie. Podczas stanu wojennego i strajków studenckich grali spektakle, narażając się na kłopoty. Po jednym z takich starć z władzą Gramont podjął radykalną decyzję i przeniósł na moment teatr do Głogowa. Pracował jako drwal w lesie. Pracował też krótko w Lubuskim Teatrze w Zielonej Górze. Wtedy zobaczył różnicę między teatrem zawodowym i alternatywnym. Stwierdził, że rezygnuje.

Historia życia Edwarda Gramonta – i co za tym idzie – także TAQ nie była zawsze usłana różami. Teatr przeżywał kryzysy. Szczegóły tych „perturbacji” jak je delikatnie nazywają sami twórcy, zostały opisane szczegółowo w nowej książce „Gramont” – wywiadzie rzece z Mirosławą Szott. Wiadomo jedno: Terminus a Quo wrócił do Nowej Soli. I wrócił na dobre.

Edward Gramont, niektórzy pewnie pamiętają, był też dyrektorem Nowosolskiego Domu Kultury „Budowlani”, który przekształcił w NDK „Panopticum”. Alternatywne życie kulturalne Nowej Soli zatętniło nową energią. Koncerty, imprezy ściagały na Kościuszki tłumy młodych z miasta i Polski. Magnesem były nazwiska teatru, literatury, muzyki, malarstwa. Nieznani i lokalni twórcy mieszali się z gwiazdami: Mikołaj Grabowski, Stanisław Sojka, Michał Bajor, Marek Grechuta, Antonina Krzysztoń, Marcin Świetlicki, Teatr Dzwięku Atman, Tarwater, ale też Krzysztof Kiljański, Marek Dyjak, Dagmara Korona-Persowska, … by wymienić przypadkowo przypomniane postaci.

Po czym Gramont wymyśla na dwudziestolecie teatru NASA – Nowosolskie Alternatywne Stowarzyszenie Artystów. Po wyodrębnieniu ze struktur Nowosolskiego Domu Kultury TAQ stał się samodzielną organizacją po to, żeby uniezależnić teatr od instytucji publicznej. A Edward rozpoczął robienie festiwali NASA marząc zapewne o autorskiej marce festiwalowej w Polsce.

Kulturalny tygiel gustu

Gramont stworzył z NDK Panopticum w Nowej Soli miejsce edukacji przez sztukę. Tygiel kultury dostępny nowosolanom, nie dziwi, że tam kształtowały się gusta kilku generacji.

Nie bez znaczenia był Turniej Poetycki o Pierścień Kingi. To jedna z legendarnych imprez cyklicznych organizowanych przez Terminus a Quo. Był to ogólnopolski konkurs poetycki dla autorów wierszy. Pierwsza edycja odbyła się w 1982 roku i kontynuowana była do 1997 roku. Ilu dziś znanych poetów, jako szukający dotarcia do czytelników pojawiło się w Nowej Soli w konkursowych szrankach? Jest ich trochę, podpowiemy, pozostawiając szczegóły Waszej pamięci lub dociekliwości.

Powiewem ożywczego powietrza z teatralnego świata były WOPTA – Wojewódzki Przegląd Teatrów Amatorskich, META – Meeting Teatrów Alternatywnych czy STO – Spotkanie Teatru Otwartego, czy inauguracje kolejnych sezonów artystycznych TAQ. Weekendowe, czasem i całonocne imprezy, obcowanie z kulturą, po których nowosolska młodzież niewyspana pojawiała się w szkołach.

I także teraz nadal, działając niezależnie, robi swoje, niestrudzenie pokazując spektakle i wymyślając kolejne imprezy przy Kościuszki 33 pod zaszyfrowanymi w dziwacznie brzmiacych skrótach nazwami. Bo – zauważmy – akronimy to jego ulubiona zabawa: LAPST – Listopadowe Amatorskie Prezentacje Skutecznych Teatrów, GNAJT – Grudniowa Noc Ambarasującego Jednakowoż Teatru, PAW, czyli Powitanie Artystyczne Wiosny. To też swoista poetyka i znak firmowy Gramonta.

Ma teraz za sobą półwiecze nieprzerwanej pracy twórczej. Ale Gramont podkreśla też jeszcze inne okoliczności: przez ten czas – mimo różnych ocen jego działania – nie porzucił swojego miasta i nie sprzedał się żadnej instytucji. Terminus a Quo to w pewnym sensie dzieło rodzinne. Na scenie grają synowie Gramonta – Konrad, Eliasz i Natanael. Tak jak wcześniej ich mamy. I ciekawi ogromnie, jak ta rodzinna historia potoczy się dalej.

300 premier. 4400 spektakli. 750 aktorów.

Liczby robią wrażenie. Edward lubi liczby. Notuje wszystko ze zdumiewającą konsekwencją. W ciągu pięćdziesięciu lat Terminus a Quo przygotował ponad trzysta premier. Zagrał je ponad cztery tysiące czterysta razy. Przez sceny teatru przewinęło się przeszło siedmiuset pięćdziesięciu aktorów. To nie jest niszowy eksperyment dla garstki wtajemniczonych.

Żeby zrozumieć, skąd bierze się wyjątkowość Terminus a Quo, warto przywołać jedno nazwisko: Jerzy Grotowski. Grotowski to jeden z największych reformatorów teatru XX wieku. Jego koncepcja „teatru ubogiego” – opartego na bezpośrednim kontakcie aktora z widzem, bez zbędnych dekoracji i efektów – odmieniła myślenie o sztuce scenicznej na całym świecie. Wpłynął na Petera Brooka, na Roberta Wilsona, na dziesiątki reżyserów.

Gramont zainspirował się właśnie jego metodami. To nie przypadek, że sala teatralna TAQ przy ulicy Kościuszki 33 nosi imię Ryszarda Cieślaka – legendarnego aktora, jednego z najważniejszych performerów polskiego teatru eksperymentalnego. Ten gest to rodzaj manifestu. Terminus a Quo nie jest przypadkowym amatorskim kółkiem. Jest świadomym uczestnikiem najważniejszej tradycji awangardy scenicznej.

Można tu przywołać długą listę tytułów legendarnych spektakli. Nagradzanych, cenionych przez widzów, czy symbilicznych i prezentowanych w istotnych w historii Polski momentach. Jednak teatr to – choć nazwisko lidera zdaje się narzucać w oczywisty sposób – to przede wszystkim ludzie, którzy przez dziesieciolecia go współtworzyli. Każde nazwisko to kilka sezonów na scenie, kilkanaście lub kilkadziesiąt spektakli, podróże po Polsce i Europie. Przeszło przez ten teatr ponad siedmiuset pięćdziesięciu aktorów tworzących kilka generacji. Każdy wniósł coś swojego. I każdy wyszedł – zmienionym. Grali ważne role, budowali legendę spektakli, często żyją w kronikarskich archiwach obsad i w pamięci tych, którzy widzieli sztuki reżyserowane przez Gramonta.

Być może najlepsza odpowiedź na pytanie „dlaczego TAQ ma znaczenie” brzmi po prostu: Magdalena Różczka. Urodziła się w Nowej Soli w 1978 roku. Chodziła do Szkoły Podstawowej nr 8. A w szkole średniej weszła na scenę Terminus a Quo. W 1995 roku zagrała w spektaklu „Mgła.” To był jej debiut. Dzisiaj jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich aktorek. Widzowie znają ją z serialu „Rojst ’97”, z „Czasu honoru”, czy z roli nadkomisarz Aldony Ginko w „Oficerze.” Ostatnio zagrała Jolantę Ułasiewicz, żonę kapitana Andrzeja Ułasiewicza, w głośnym serialu Netflixa „Heweliusz” wyreżyserowanym przez Jana Holoubka. A zaczęło się tutaj. W Nowej Soli. W sali przy Kościuszki 33. Ale fundament – pierwsze doświadczenia aktorskie – dostała właśnie od Gramonta i jego teatru.

Innym z najbardziej niezwykłych przykładów jest pochodzący ze Słupska Daniel Kalinowski. Jako uczeń nowosolskiego technikum – ówczesnego „Elektryka” w latach 80. XX wieku trafił do Terminusa, został jego wyrazistym aktorem, przejeżdżając ze spektaklami całą Polskę. Gdy podjął studia polonistyczne w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Słupsku, występował w stworzonym przez siebie teatrze jednego aktora. Realizował własny projekt teatralny nazwany Teatrezją. Studia polonistyczne zakończył w 1993 roku pracą z zakresu aforystyki Franza Kafki. W 1998 roku rozpoczął studia doktoranckie na Uniwersytecie Gdańskim. W 2001 roku uzyskał doktorat. W 2008 roku uzyskał habilitację na Wydziale Filologiczno-Historycznym Uniwersytetu Gdańskiego na podstawie rozprawy „Światy Franza Kafki. Sekwencja polska” i otrzymał stanowisko profesora nadzwyczajnego. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej podpisał postanowienie o nadaniu tytułu profesora nauk humanistycznych w lutym 2020 roku.

Zainteresowania naukowe profesora Daniela Kalinowskiego koncentrują się wokół historii literatury polskiej XIX wieku, polskiej recepcji twórczości Franza Kafki, obecności kultury buddyjskiej w Polsce, literatury kaszubskiej i pomorskiej, motywów żydowskich w literaturze polskiej. W Akademii Pomorskiej w Słupsku pełnił funkcje kierownika Zakładu Antropologii Literatury i Badań Kaszubsko-Pomorskich, prodziekana Wydziału Filologiczno-Historycznego, kierownika Studiów Trzeciego Stopnia, dziekana Wydziału oraz dyrektora Szkoły Doktorskiej. Wypromował kilkudziesięciu licencjatów i magistrów oraz kilku doktorów. Został powołany do Komitetu Nauk o Literaturze Polskiej Akademii Nauk.

Imponujące? Lata 80. – uczeń nowosolskiego Elektryka i aktor alternatywny Terminusa – trzydzieści lat później – profesor nauk humanistycznych, dziekan, członek Komitetu PAN, specjalista od Kafki i literatury kaszubskiej.

Jubileusz, który Nowa Sól zapamięta

Obchody pięćdziesięciolecia odbyły się w dniach 16–18 stycznia 2026 roku w Nowej Soli i Zielonej Górze. Na jubileuszu pojawiło się ogrom ludzi związanych z Terminusem – byli aktorzy i widzowie z całego kraju, widoczne były twarze ze świata polityki i kultury. Prezydent Nowej Soli Beata Kulczycka nazwała Gramonta i jego teatr „pigułką Nowej Soli – czymś, czego można nam zazdrościć.” Wicemarszałek województwa lubuskiego Grzegorz Potęga podkreślał, że TAQ to część historii całego regionu. To nie były grzecznościowe przemówienia. To było wyraz szczerego uznania ze strony wielu ludzi, których kształtował TAQ.

Piątek 16 stycznia zaczął się spektaklem „Sceny symultaniczne” w Sali Teatralnej im. Ryszarda Cieślaka. Wieczór wypełniło też wręczenie nagród dla najlepszych aktorów roku 2025, a o godzinie 21:00 scena należała do spektaklu „Torpor.” Sobota 17 stycznia przeniosła obchody do Zielonej Góry – do Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Cypriana Norwida. Tam odbył się wernisaż prac Leszka Frey-Witkowskiego oraz – punkt kulminacyjny całego weekendu – promocja książki „Gramont.” Wieczorem w nowosolskiej sali zagrano „Narzędzia tortur.” Niedzielę 18 stycznia wypełniły spektakle „Sister Kate” i „Wariat i zakonnica.”

Najważniejszym wydarzeniem jubileuszu była premiera książki. „Gramont” – taki tytuł nosi wywiad rzeka, który z Edwardem Gramontem przeprowadziła literaturoznawczyni dr Mirosława Szott. Wydała go oficyna Pro Libris Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Norwida w Zielonej Górze, we współpracy z Nowosolskim Alternatywnym Stowarzyszeniem Artystów – NASA. Szott spędziła na rozmowach z Gramontem rok. Tak dużo czasu, że – jak sama żartowała – więcej godzin pochłonął jej teatr niż własny dom.

Książka nie jest suchą monografią. To osobista opowieść. O życiu, teatrze, sztuce, która nie mieści się w szufladkach. O tym, skąd przyszedł Gramont i dokąd zmierzał. O tym, jak budowało się kulturę na Ziemiach Zachodnich, gdzie po wojnie wszystko trzeba było zaczynać od początku – ludzie, miasta, tożsamość.

– Zaczęła się rozmowa – wspominał Gramont podczas spotkania autorskiego. – Tak naprawdę nie było odpowiedzi na pierwsze pytanie, ale została rozszerzona transmisja tego, co tak naprawdę mogłoby być spektaklem. Mirosława Szott przyznaje, że Gramont zachował część tajemnic dla siebie. Może właśnie to sprawia, że po lekturze wciąż chce się dowiedzieć więcej.

Dlaczego TAQ jest nadal ważny?

Może brzmi to górnolotnie – „teatr alternatywny”, „awangarda”, „Grotowski.” Ale spróbujmy to wraz z zarzutem niezrozumialej kontrowersji odłożyć na bok. Pomyślmy o tym inaczej. Nowa Sól to miasto, które przez dekady budowało swoją tożsamość. Jak wiele miast na Ziemiach Zachodnich, zaczynało prawie od zera. Napływali ludzie z różnych stron. Budowali wspólnotę. Szukali czegoś, co mogliby nazwać swoim.

Terminus a Quo był – i jest – częścią tej tożsamości. Dał mieszkańcom naszego miasta coś cennego: poczucie, że stąd pochodzi coś wyjątkowego. Że prowincja nie musi oznaczać marginalizacji i wtórności. Że można tworzyć i doznawać kulturę na poziomie światowym, nie wyjeżdżając z domu. I dawał konkretne możliwości. Setki młodych ludzi stawało na scenie TAQ i odkrywało w sobie coś, czego w szkole nie znaleźliby. Edward Gramont to jest historia, osobowość, to jest teatr, to są ludzie, to jest pigułka Nowej Soli – coś, czego można nam zazdrościć.

Edward Gramont nie zamierza zwalniać tempa. Teatr wciąż organizuje warsztaty, przyjmuje kolejnych adeptów, gra w plenerze i na festiwalach. Organizuje imprezy pod wyszukanymi nazwami. Chce ściągać ludzi ciekawych kultury i czegoś innego w tym chaotycznym coraz bardziej świecie. Bo Terminus a Quo – punkt wyjścia – po pięćdziesięciu latach wciąż jest miejscem, od którego coś się zaczyna. Może warto zajrzeć na Kościuszki 33?

Zajrzyjcie też tu https://terminusaquo.eu/


Total
0
Shares
Related Posts

Powered by the Tomorrow.io Weather API
Total
0
Share