Czy wiedzieliście, że spacerując po Nowej Soli, przed wejściem do Muzeum Miejskiego mijacie dzieło światowej klasy? Rzeźba „Assunta” (Wniebowzięta) autorstwa wybitnego niemieckiego rzeźbiarza Georga Kolbe, świętuje właśnie swoje 105. urodziny!

Tajemnicza rzeźba stała kiedyś jako element fontanny w parku Odry przed byłym Nowosolskim Domem Kultury „Odra”. Dziś możecie ją podziwiać przy Muzeum Miejskim w kwitnących kwiatach magnolii. Któraż z kobiet nie lubi kwiatów? Nie tylko przy okazji takiego jubileuszu!

Krótka lekcja historii sztuki

„Assunta” powstała w 1921 roku. Tytuł rzeźby pochodzi z języka włoskiego i oznacza Wniebowziętą (L’Assunta). W tradycji chrześcijańskiej odnosi się to do Marii, ale Kolbe podszedł do tematu w sposób świecki i symboliczny. Pionowa linia rzeźby i jej wydłużone ciało podkreślają dążenie ducha ku górze, co w 1921 roku (tuż po traumie I wojny światowej) odczytywano jako symbol nadziei, odrodzenia i transcendencji. Czyż nie widać w Niej choćby buddyjskiego spokoju? Czy nie widać tego w harmonii ciała, układzie dłoni i spokojnym wyrazie twarzy?

Dzięki temu „Assunta” stała się ikoną „nowej duchowości” w rzeźbie niemieckiej lat 20. XX wieku. Stała w opozycji do ciężkich, topornych pomników z epoki wilhelmińskiej, wprowadzając do przestrzeni publicznej intymność, metafizykę, liryzm i lekkość. „Assunta” to w podręcznikach sztuki przykład idealnego uchwycenia momentu przejścia między tym, co ziemskie, a tym, co duchowe.

Ale „Assunta” to znacznie więcej niż tylko estetyczny posąg – to jedno z najbardziej reprezentatywnych dzieł w dorobku Georga Kolbego, które do dziś jest analizowane przez historyków sztuki jako przykład mistrzowskiego balansu między tradycją a nowoczesnością z elementami kubizmu.

Jej autor stał wtedy na rozdrożu dwóch wielkich nurtów w sztuce. Z jednej strony widzimy klasycyzm w harmonii rzeźby inspirowanej antykiem, z drugiej strony ekspresjonizm w lekkiej deformacji – wydłużeniu ciała, kubistycznych uproszczeniach anatomii, co miało potęgować emocjonalny przekaz dzieła…

Kim był Georg Kolbe?

Skoro świętujemy 105 lat słynnej rzeźby w Nowej Soli, warto wspomnieć o człowieku, który tchnął w nią życie. Georg Kolbe (1877–1947) to postać, którą zna każdy szanujący się historyk sztuki na świecie! To, którego życie i twórczość mogą być kanwą przejmujących opowieści o miłości, niezwykłej sztuce i tym, jak piękno i dokonywane wybory mogą stać się pułapką w trybach historii i polityki.

Georg Kolbe, urodził się w Waldheim niedaleko Drezna, był jednym z najważniejszych niemieckich rzeźbiarzy XX wieku. Kolbe był jednym z prekursorów modernizmu i mistrzem „tańczącego” brązu. Zaczynał jako malarz, ale to w rzeźbie odnalazł swoje powołanie. Stworzył ich… około tysiąca, małych i dużych. Zasłynął jako twórca pięknych kobiecych aktów.

Potrafił bowiem odlać w ciężkim brązie postacie, które chwytał w decydującym momencie ruchu. Jego tancerki na przykład wyglądają, jakby za chwilę miały wzbić się w powietrze (dokładnie tak jak nasza „Assunta”!). Ale nie interesowało go kopiowanie rzeczywistości 1:1. Chciał pokazać duszę, harmonię i wewnętrzną energię człowieka. Czyli tak jak u naszej „Assunty” pokazującej niezwykłą wewnętrzną siłę skupienia.

Twórczość Georga Kolbego jest lustrem burzliwej historii Niemiec pierwszej połowy XX wieku. W czasach cesarstwa uprawiał młody modernizm – przełamywał tradycję, szukał lekkości formy. Nie rzeźbił posągów. Rzeźbił ruch, emocje i harmonię. Jego figury tańczą, koncentrują się, unoszą – nawet wtedy, gdy stoją nieruchomo na cokole. Słynne stały się jego kobiece akty w ruchu. „Tancerka” z 1912 roku była manifestem: zerwaniem z XIX-wieczną sztywnością na rzecz ekspresji i lekkości, które zapowiadały nową epokę w rzeźbie.

W Republice Weimarskiej rozkwitł: ekspresjonizm, humanizm, wolność i witalność jego aktów stały się symbolem nowej ery. Wtedy powstała też „Assunta” – „Wniebowzięta” – jeden z odlewów dzieła Kolbego z 1921 roku. Smukła kobieta z dłońmi ułożonymi w tajemniczym geście, z zamkniętymi oczami, jakby zatrzymana w duchowym uniesieniu.

Kolbe potrafił też prowadzić dialog z architekturą jak mało kto. Jego współpraca z Ludwigiem Miesem van der Rohe zaowocowała jednym z najsłynniejszych połączeń rzeźby i budowli w historii sztuki – rzeźba „Rano” stała się integralną częścią kultowego Pawilonu Niemieckiego na wystawie w Barcelonie i zachwyca do dziś.

W 1927 roku zmarła ukochana żona Kolbego, Benjamine. To wydarzenie złamało go emocjonalnie i na zawsze zmieniło charakter jego sztuki – stała się ona poważniejsza, cięższa, bardziej melancholijna. Dom-pracownia w Berlinie, który miał być sanktuarium sztuki i miłości, stał się miejscem izolacji. To – tak na marginesie – niezwykła historia, nadająca się na scenariusz filmowy.

Tuż potem przyszła III Rzesza, a wraz z nią monumentalizm i heroizm – nie zawsze dobrowolny, choć też z nutą konformizmu. Jego estetyka – doskonałe ciała, harmonia, klasyczne piękno – idealnie nadawała się do przejęcia przez system totalitarny. Paradoksy się mnożyły. Naziści, usuwali jego wcześniejsze, ekspresjonistyczne prace z muzeów i pomników jako „sztukę zdegenerowaną”, a Joseph Goebbels wpisał Kolbego na listę Gottbegnadeten – artystów „obdarzonych przez Boga”.

Choć Kolbe nie był entuzjastą zdobywającego władzę reżimu, to nie zdecydował się na emigrację. Wybrał, „emigrację wewnętrzną”, która wymagała bolesnych kompromisów – tworzenia popiersi hiszpańskiego dyktatora Franco czy przyjmowania zamówień państwowych. Być może próbował zachować duszę w świecie, który oczekiwał od artystów jedynie monumentalnego patosu. Ale tak oto – niemal niepostrzeżenie – jego humanistyczne poszukiwania stają się narzędziem propagandy. Rzeźby, które nigdy nie miały być manifestami politycznymi, reżim uznawał za wzorcowe przedstawienie „aryjskiej siły”.

W czasie wojny, schorowany z powodu nowotworu i tracący wzrok z powodu zaćmy, tworzył w samotności, podczas gdy świat wokół niego obracał się w gruzy. Zimą 1943 roku jego pracownia „Sensburg” przy Sensburger Allee w berlińskim Westend została poważnie uszkodzona w alianckim bombardowaniu. Zniszczeniu uległa ogromna część dorobku artysty. Wiele rzeźb, które istniały tylko w formie gipsowej, przestało istnieć, Kolbe stracił możliwość robienia nowych odlewów wielu swoich dawnych prac. To bombardowanie drastycznie uszczupliło jego artystyczne dziedzictwo.

W grudniu 1943 roku przed Wigilią jest ewakuowany do Hierlshagen – jednego z żeńskich obozów Służby Pracy dla niemieckiej młodzieży. To dzisiejsza wieś Ostaszów koło Przemkowa i Szprotawy. Tam przez rok, pośród śląskich bagien, w spartańskich warunkach, z determinacją, próbuje pracować. Schorowany, niemal niewidomy artysta, przy wtórze zbliżającego się frontu wschodniego tworzy „Die Flehende” – „Błagającą”, jedyną zachowaną z tego okresu rzeźbę. Drobna kobieca postać na kolanach w geście modlitwy lub rozpaczy. Zupełne przeciwieństwo tancerki, która uczyniła Kolbego sławnym trzydzieści dwa lata wcześniej w 1912 roku.

W 1945 po rozpoczęciu sowieckiej ofensywy Kolbe wraca do Berlina. W pospiesznej ewakuacji traci artystyczny dorobek z Hierlshagen. Pozostaje już tylko melancholijny egzystencjalizm, powrót do wnętrza i refleksja nad upadkiem. Artysta, który całe życie rzeźbił wolność i piękno ludzkiego ciała, stał się twórcą złapanym w pułapkę własnej estetyki. Nowe pokolenie artystów odrzuciło klasyczną figurę na rzecz abstrakcji, widząc w rzeźbach Kolbego echo nazistowskiego kultu siły. Wielki mistrz modernizmu zmarł w 1947 roku jako postać anachroniczna, oskarżana o kolaborację estetyczną, której intencje były zupełnie inne niż skutki.

Ale ta historia ma też nowosolski wątek, przed Muzeum Miejskim, stoi Assunta – nie wiemy dokładnie, skąd się tu wzięła. Przez dziesięciolecia stojąc w Parku Odry, stała się dla niemal „duchem opiekuńczym” nowosolanek, kobiet zmierzających codziennie do pracy w fabryce nici „Odra”. Dziś jest prawdopodobnie najcenniejszym dziełem sztuki współczesnej w regionie i… stoi na wyciągnięcie ręki. Rzeźbiarz chciał w swoim najlepszym okresie twórczości pokazać światu czyste, nieskażone, humanistyczne przesłanie. „Assunta” w Nowej Soli dowodzi, że mu się udało.

Od Berlina, poprzez USA po Nową Sól…

Prace Georga Kolbego zdobią najważniejsze muzea i place w wielkich miastach Europy i Ameryki. Znajdziemy je m.in. w Berlinie, Frankfurcie nad Menem, Barcelonie (słynna rzeźba „Rano” w pawilonie Miesa van der Rohe, czyli… kolejnej legendy architektury), czy Detroit (tak, tak, za oceanem stoi także jedna „Assunta”!)

W Polsce jego rzeźby znajdziemy w muzeach w Szczecinie i Wrocławiu. To, że jedno z jego dzieł znajduje się właśnie u nas, w Nowej Soli, stosunkowo niewielkim przecież mieście, to prawdziwy powód do dumy!

Lata i pokolenia mijają, a „Assunta” tu po prostu jest! Z nami. Z całą swoją wewnętrzną siłą.

Więcej znajdziesz na stronie https://www.facebook.com/AssuntaGeorgKolbeNowaSol


Total
0
Shares
Related Posts

Powered by the Tomorrow.io Weather API
Total
0
Share