Ćwierć wieku z hałdą w centrum Nowej Soli

default

W centrum Nowej Soli, na terenie po dawnych Dolnośląskich Zakładach Metalurgicznych „Dozamet”, od 25 lat leży hałda toksycznych odpadów. To kwaśne smoły i inne odpady ropopochodne. Znajdują się kilkaset metrów od bloków mieszkalnych. W prostej linii mają niecały kilometr do Odry i około trzech kilometrów do miejskiego ujęcia wody pitnej.

Przez ćwierć wieku nie udało się ich usunąć. Jedyny człowiek, który za tę hałdę odpowiedział karnie, dostał cztery lata więzienia – w zawieszeniu. Komornik nie wyegzekwował od właścicielki firmy nawet jednej złotówki z naliczonych grzywien. A mieszkańcy wciąż czekają, aż ktoś wreszcie rozbroi „bombę ekologiczną” tykającą w ich dzielnicy.

Jak to się zaczęło

W roku 2000 firma Pol-Eko-Tech złożyła wniosek o pozwolenia na przetwarzanie odpadów niebezpiecznych. Firma miała odzyskiwać i unieszkodliwiać odpady niebezpieczne na działkach Skarbu Państwa oddanych w użytkowanie wieczyste. na terenie pomiędzy ulicą Brzozową a Piłsudskiego – historycznym placu przemysłowym po dawnych Dolnośląskich Zakładach Metalurgicznych „Dozamet”. W 2001 roku wojewoda lubuski wydał spółce zezwolenie, a w marcu 2002 firma poszerzyła swoją działalność o kolejne odpady. Rok później decyzja została rozszerzona o kolejne rodzaje odpadów.

W tym samym czasie mieszkańcy zaczęli uskarżać się na dolatujący z byłego Dozametu smród. Na papierze Pol-Eko-Tech miał przerabiać kwaśne smoły na paliwo alternatywne dla cementowni. W praktyce używała terenu jako zwykłego placu, na którym gromadzono coraz większą ilość materiału. Do Nowej Soli trafiały transporty odpadów z całego kraju. Kwaśne smoły z Rafinerii Czechowice, Rafinerii Jedlicze, Zakładów Azotowych w Tarnowie, z PKN Orlen w Płocku, z firmy RC Ekoenergia. To bardzo kłopotliwe odpady. Rafinerie chętnie płacą za ich odbiór, bo same nie wiedzą, co z nimi robić. Ktoś, kto podjął się ich przyjąć, mógł na tym dobrze zarobić.

Co tam jest i dlaczego jest groźne

Kwaśne smoły powstają przy rafinacji olejów przepracowanych i niektórych frakcji ropy naftowej stężonym kwasem siarkowym. W europejskim katalogu odpadów są oznaczone kodami 05 01 07* oraz 19 11 02*. Gwiazdka znaczy: odpad niebezpieczny. W składzie mają wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne – w skrócie WWA. Część z nich, w tym benzo(a)piren, to substancje rakotwórcze (grupa 1 według Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem). Do tego fenole, wolny kwas siarkowy i związki siarki.

Kwaśna smoła w chłodne dni jest gęsta jak asfalt. Ale latem, gdy temperatura rośnie, zaczyna się rozpływać, sama nagrzewa się wówczas do 50–60 stopni Celsjusza, „wypływa spod ziemi jak lawa”, anektuje kolejne partie terenu i wydziela intensywny smród. Nie ma dachu. Woda z deszczu przepłukuje ją i wymywa z niej rozpuszczalne substancje. Pod hałdą jest wysoki poziom wód gruntowych. Nie ma betonowej podbudowy. Nie ma szczelnych wałów. Wszystko, co opadnie na hałdę, przechodzi przez nią i wsiąka w glebę.

Ile tego jest naprawdę?

Z danymi o hałdzie jest problem. Padają różne liczby – a różnice są duże. Pierwsza oficjalna inwentaryzacja pochodzi z 30 czerwca 2005 roku. Tego dnia Pol-Eko-Tech zakończył działalność. WIOŚ policzył, że na placu zostaje około 40 tysięcy ton odpadów przetworzonych i kilkaset ton innych odpadów niebezpiecznych. W 2013 roku biegły powołany przez prokuraturę na potrzeby procesu karnego oszacował objętość hałdy na 36 tysięcy metrów sześciennych i masę na około 30 tysięcy ton. Biegły podważył przy tym twierdzenia obrony, że hałda zawiera jedynie materiał już przetworzony – jego zdaniem były to nadal odpady niebezpieczne. W mediach od 2023 roku krąży liczba 60 tysięcy ton. Którakolwiek z nich jest prawdziwa – bez nowego pomiaru nie da się przygotować wiążącego kosztorysu. Powierzchnia hałdy szacowana jest na 1,6 hektara – czyli mniej więcej wielkość dwóch boisk piłkarskich. Jeden z wniosków jest taki: brak nowej, pełnej inwentaryzacji hałdy może utrudnić przygotowanie rzetelnego i uczciwego kosztorysu jej utylizacji.

Tak wyglada nowosolska bomba ekologiczna – hałda na terenie bylego Dozametu w kwietniu 2026 r.

Ile to kosztuje?

Przez lata kosztorysy były bardzo różne: 8 milionów, 10, 30, 40, aż do ponad 80 milionów złotych. Najnowsze szacunki z 2026 roku mówią o przedziale 20–30 milionów. Różnica bierze się z niepewności co do tonażu, cen rynkowych unieszkodliwiania oraz mocy przerobowych spalarni odpadów niebezpiecznych, które w całej Polsce są obecnie „wąskim gardłem”. Sam powiat tego nie udźwignie. Budżet powiatu nowosolskiego nie pozwala na takie wydatki. Miasto też nie. Pieniądze muszą przyjść z zewnątrz – z rezerwy celowej budżetu państwa, z NFOŚiGW albo z funduszy europejskich.

Pierwsze kontrole i koniec Pol-Eko-Techu

22 kwietnia 2003 roku WIOŚ w Zielonej Górze przeprowadził pierwszą kontrolę w Pol-Eko-Techu. Wykryto nieprawidłowości w magazynowaniu. Inspektor wystąpił do Lubuskiego Urzędu Wojewódzkiego o cofnięcie zezwolenia. W grudniu 2004 roku była kolejna kontrola. Inspektorzy stwierdzili, że firma składuje odpady na terenie, który nie jest do tego przystosowany – i wykracza poza działkę objętą pozwoleniem. 16 grudnia 2004 roku Lubuski Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska cofnął spółce zezwolenie. 30 czerwca 2005 roku Pol-Eko-Tech formalnie zakończył działalność. Firma miała obowiązek usunąć wszystko, co zwiozła. Nie zrobiła tego. Po prostu wyszła z terenu.

Wyrok, który nic nie zmienił

Prokuratura Rejonowa w Nowej Soli postawiła zarzuty Grzegorzowi K. – dyrektorowi spółki Pol-Eko-Tech. Formalną właścicielką firmy była jego żona. Zarzut: od 2003 roku do października 2007 roku składował i przechowywał na terenie Dozametu odpady niezgodnie z przepisami. Powołany przez prokuraturę biegły stwierdził, że ilość substancji niebezpiecznych, ich rodzaj i sposób składowania stwarzają zagrożenie dla życia i zdrowia ludzi. W materiale wykryto kilkusetkrotne przekroczenia norm dla związków ropopochodnych.

Zanim do sprawy z zarzutami wobec Grzegorza K. przystąpiła prokuratura, w 2005 roku zawiadomienie do prokuratury złożyły władze miasta Nowej Soli, postępowanie zostało umorzone. Rok 2006 był rokiem, w którym samorząd miasta po wyczerpaniu formalnych możliwości wycofał się z aktywnego działania.

3 lipca 2013 roku Sąd Rejonowy w Nowej Soli skazał Grzegorza K. na cztery lata pozbawienia wolności w zawieszeniu. W uzasadnieniu podkreślono, że od 2003 roku ilość zwożonych odpadów znacznie przekraczała powierzchnię działki, przez co były one wywożone na działki sąsiednie. Składowano je bez zadaszenia i bez izolacji od gleby. Oskarżony – zdaniem sądu – zdawał sobie sprawę, że takiej ilości nie da się przetworzyć, a same odpady są zagrożeniem.

W praktyce wyrok niczego nie zmienił. Po pierwsze: w wyroku nie było nakazu usunięcia i utylizacji odpadów. Sąd nie zobowiązał ani skazanego, ani jego firmy do fizycznego usunięcia hałdy. Po drugie: Skazany nie miał majątku, do którego można by sięgnąć. Grzegorz K. w późniejszych wypowiedziach samorządowców był określany jako „słup” – osoba formalnie odpowiedzialna, ale bez żadnych zasobów. Właścicielka firmy – żona Grzegorza K. – też nigdy nie stanęła przed sądem w sprawie hałdy. Nie odpowiadała na żadne nakazy starostwa, nie stawiała się na oględzinach. Starostwo próbowało egzekucji administracyjnej – nakładało grzywny po 10 tysięcy złotych. Urząd skarbowy nie był w stanie ich ściągnąć.

Kto usunie? Kto zapłaci?

Po końcu działalności Pol-Eko-Techu rozpoczęła się żmudna i w gruncie rzeczy jałowa walka o to, kto w państwie polskim ma wykonać zastępcze usunięcie zgromadzonych przy Dozamecie odpadów. W polskim prawie organ, który zastępczo usuwa odpady, może żądać zwrotu poniesionych kosztów od odpowiedzialnego posiadacza odpadów. Problem polega na tym, że żadnego zastępczego usunięcia jeszcze nie przeprowadzono, a roszczenie można formułować dopiero wtedy, gdy są wydatki do zwrotu. Dodatkowo egzekucja wobec nieistniejącej spółki i osoby pozbawionej majątku jest z góry skazana na porażkę.

Zatem rozpoczęła się urzędowa karuzela, bo ten, który rozpocząłby zastępczo usuwanie hałdy musiałby najpierw za to zapłacić, a potem skądś odzyskać pieniądze. Wojewoda odsyłał do marszałka. Marszałek do starosty. Starosta do wojewody. Spór rozstrzygnął dopiero Naczelny Sąd Administracyjny. W styczniu 2011 roku postanowieniem wskazał starostę nowosolskiego jako organ właściwy do podjęcia czynności egzekucyjnych. W praktyce oznaczało to, że powiat nowosolski – najmniejsza jednostka w tym łańcuchu, z ograniczonym budżetem i bez narzędzi wobec upadłej spółki – dostał na głowę cały problem.

A co z ewentualną odpowiedzialnością wytwórców odpadów – czyli rafinerii i zakładów chemicznych, które przekazywały odpady Pol-Eko-Techowi? Taka możliwość teoretycznie istnieje. Polska ustawa o odpadach zna pojęcie solidarnej odpowiedzialności posiadaczy odpadów, a przed 2007 rokiem wytwórca miał obowiązek weryfikować, czy odbiorca ma realne możliwości przetworzenia przyjmowanego materiału.

Co zrobił WIOŚ

W listopadzie 2008 roku, na wniosek WIOŚ, hałda została wpisana do ogólnopolskiego programu likwidacji bomb ekologicznych prowadzonego przez Głównego Inspektora Ochrony Środowiska i finansowanego przez NFOŚiGW. Ten wpis otwierał formalną ścieżkę do pieniędzy centralnych. W październiku 2012 roku WIOŚ wykonał badania wymywalności. Wynik: próbka odpadów po 24-godzinnym kontakcie z czystą wodą obniżała jej jakość do V klasy – najniższej możliwej w skali czystości wód podziemnych. W 2013 roku WIOŚ zorganizował kolejne spotkania robocze w Lubuskim Urzędzie Wojewódzkim. Konsultował z Zakładem Utylizacji Odpadów w Gorzowie Wielkopolskim możliwość wywozu materiału na składowisko odpadów niebezpiecznych w Chruściku. Na przełomie 2013 i 2014 roku ZUO Gorzów przygotował „Studium możliwościowe utylizacji/unieszkodliwienia hałdy odpadów kwaśnych smół”. 22 stycznia 2014 roku powstał pierwszy wstępny kosztorys likwidacji. I…  na tym praktycznie wszystko stanęło. Następne lata to wymiana korespondencji, wizyty wojewodów, deklaracje i kolejne apele do rządu. Ani jednej wywiezionej tony.

Dlaczego nic się nie działo?

Powodów jest kilka i nakładają się na siebie.

Powód pierwszy: nieuregulowany stan prawny gruntu. Hałda leży na pięciu działkach. Wszystkie były oddane w użytkowanie wieczyste prywatnym spółkom, które z czasem albo upadły, albo zostały sprowadzone do roli „firm widmo”. Dozamet Sp. z o.o. od 2016 roku znajduje się w upadłości (sąd w Zielonej Górze, sygnatura V GUp 43/16). Jeszcze w listopadzie 2025 roku syndyk organizował konkurs na sprzedaż z wolnej ręki działki 2/99 przy ul. Brzozowej o powierzchni 0,3785 ha, za cenę wywoławczą 522 750 zł brutto. Aby starostwo mogło działać, musi najpierw odzyskać te działki dla Skarbu Państwa. Do kwietnia 2026 roku jedna działka została już wywłaszczona, trzy kolejne są w sądzie, jedna w przygotowaniu.

Powód drugi: brak pieniędzy i brak narzędzia prawnego. Do końca 2024 roku polskie prawo nie dawało samorządom dobrego sposobu na sfinansowanie likwidacji takich hałd. Ustawa o odpadach z 2012 roku pozwalała organowi administracyjnemu na zastępcze wykonanie usunięcia odpadów. Ale nie wskazywała źródła pieniędzy. Specustawa z 16 czerwca 2023 roku o wielkoobszarowych terenach zdegradowanych – nazywana „ustawą o bombach ekologicznych” – objęła tylko pięć konkretnych lokalizacji: Zachem w Bydgoszczy, Organika-Azot w Jaworznie, Zakłady Chemiczne w Tarnowskich Górach, Boruta w Zgierzu, Wistom w Tomaszowie Mazowieckim. Nowa Sól nie mieściła się w definicji „wielkoobszarowego terenu zdegradowanego” – jej 1,6 hektara to za mało, a teren nie należał w przeszłości do zakładu państwowego.

Powód trzeci: spór kompetencyjny, który wraca po latach. Od 2019 roku przepisy kompetencyjne w ustawie o odpadach były takie, jakie są – i wciąż pozostawiały wątpliwości. 1 stycznia 2025 roku weszła w życie nowelizacja ustawy o odpadach, która to wszystko zmieniła. Samorządy mogą od tego dnia ubiegać się o dofinansowanie w wysokości ponad 80 procent kosztów usunięcia nielegalnie zgromadzonych odpadów. Pieniądze mają pochodzić z rezerwy celowej budżetu państwa. Program zaplanowano na trzy lata: 2025, 2026, 2027.

Listy priorytetowych lokalizacji przygotowywały wojewódzkie inspektoraty ochrony środowiska. Decydowała skala zagrożenia, bliskość zabudowy mieszkaniowej, zabezpieczenie terenu. W lutym 2025 roku minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska ogłosiła pierwszą listę. Z 23 zgłoszonych lokalizacji finansowanie – łącznie 200 milionów złotych – trafiło do dziewięciu samorządów w województwach: łódzkim, śląskim, świętokrzyskim i małopolskim. Nowej Soli na liście nie było. Latem 2025 roku minister dołożyła kolejne 100 milionów z NFOŚiGW, co dało razem 300 milionów. Zapowiedziała trzyletni program wart w sumie około 500 milionów złotych. Styczeń 2026 przyniósł kontynuację – 200 milionów dla dwunastu lokalizacji. Dziewięć to nowe miejsca: dwa w Sosnowcu, a także Kutno, Gdańsk, Łaziska, Szczekociny, Koziegłowy, Piekary Śląskie i Sławków. Trzy to kontynuacje prac rozpoczętych rok wcześniej. Nowej Soli znów nie ma.

Dlaczego? Warunkiem koniecznym, żeby znaleźć się na liście, jest m.in. ważna decyzja właściwego organu nakazująca usunięcie odpadów. A taka decyzja w Nowej Soli – ze względu na spór kompetencyjny i nieuregulowany stan działek – po prostu nie powstała.

Starostwo nowosolskie dwukrotnie – w 2025 i 2026 roku – składało tzw. fiszkę o dofinansowanie. Bez efektu.

Art. 26a – prawna deska ratunku?

Nowa droga, którą wskazuje się teraz, to art. 26a ustawy o odpadach.

Ten przepis mówi tak: jeżeli ze względu na zagrożenie dla życia lub zdrowia ludzi lub środowiska konieczne jest niezwłoczne usunięcie odpadów, właściwy organ sam podejmuje działania. Decyzja wydawana jest po zasięgnięciu opinii WIOŚ, sanepidu, regionalnego dyrektora ochrony środowiska i komendanta powiatowego Państwowej Straży Pożarnej.

Problem w tym, że ust. 12 tego samego artykułu wprowadza wyjątek: przepisów 1–11 nie stosuje się do odpadów składowanych na eksploatowanym lub zamkniętym składowisku. Wicestarosta Paweł Pazdrowski na początku 2026 roku uznał, że nowosolska hałda pod ten wyjątek podpada. Stanowisko przeciwne – prezydenta miasta, WIOŚ i NFOŚiGW – mówi, że to nigdy nie było „składowisko” w sensie prawnym. Pol-Eko-Tech miał zezwolenie na odzysk, nie na składowanie. Teren nigdy nie został wpisany jako składowisko odpadów do ewidencji ani zamknięty formalną procedurą zgodnie z ustawą.

Drugi spór dotyczy tego, kto powinien decyzję z art. 26a wydać. Starostwo uważa, że organem właściwym jest marszałek województwa lubuskiego. Marszałek uważa, że to starostwo. Na spotkaniu 23 marca 2026 roku w urzędzie miasta ten pat się ujawnił w całej okazałości. WIOŚ postawił sprawę prosto: albo jest decyzja, albo jej nie ma. Zerojedynkowo.

Co naprawdę zrobiono?

W całym tym chaosie administracyjnym jest jedna rzecz, w której coś realnego zrobiono na samej hałdzie. Wiosną 2025 roku, dzięki rządowej dotacji, rozpoczęto budowę sieci wodociągowej doprowadzającej wodę w okolice hałdy. To zalecenie Państwowej Straży Pożarnej. Chodzi o to, żeby w razie pożaru strażacy mieli czym gasić.

Potrzebę tych zabezpieczeń unaoczniło wydarzenie z lipca 2023 roku – wielki pożar nielegalnego składowiska odpadów niebezpiecznych w Przylepie pod Zieloną Górą. Ten pożar pokazał, że hałdy odpadów ropopochodnych potrafią się zapalić, a gaszenie ich wymaga ogromnych ilości wody. Po sprawie Przylepu zapadły też znacznie surowsze wyroki niż w Nowej Soli. W grudniu 2023 roku Sąd Okręgowy w Zielonej Górze skazał mózg operacji, Bartosza B., na pięć lat więzienia, 5 milionów złotych odszkodowania dla miasta Zielona Góra, 50 tysięcy złotych nawiązki na NFOŚiGW oraz dziesięcioletni zakaz prowadzenia działalności związanej z odpadami. Jego wspólnicy dostali od trzech do trzech i pół roku.

Co mówią badania?

Badania z 2023 roku zlecone przez Powiat Nowosolski wykazały znaczne przekroczenia substancji niebezpiecznych w dolnej warstwie gruntu pod hałdą. Substancje przenikają poniżej jednego metra głębokości w profilu glebowym. Stężenia wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych w wodach opadowych i roztopowych spływających z hałdy są kilkaset razy wyższe niż w wodach z terenu samego Dozametu w miejscach, gdzie nie ma odpadów.

Obok hałdy płynie Czarna Struga, mała rzeka wpadająca wprost do Odry w obrębie miasta. Ta sama Odra, z której Nowa Sól pobiera wodę pitną – ujęcie znajduje się kilka kilometrów dalej. Na dziś inspektorzy nie notują bezpośrednich przekroczeń norm wody pitnej. Ale dyrektor WIOŚ mówi o potencjalnym zagrożeniu, a wielu mieszkańców i samorządowców powtarza, że wycieki już się zaczęły – hałda „płynie” i zajmuje coraz większą powierzchnię.

Badania z 2016 roku potwierdziły obecność smół i metali ciężkich w masie hałdy. Od tego czasu, mimo że sprawa wciąż się toczy, nikt nie zlecił kompleksowych, aktualnych badań fizykochemicznych samego materiału. Bez tego trudno przygotować dokumentację przetargową.

Co będzie dalej

Są dwa scenariusze.

Scenariusz optymistyczny: w 2026 roku uda się rozstrzygnąć spór kompetencyjny między starostwem a marszałkiem. Do końca roku wywłaszczone zostaną pozostałe działki. W pierwszej połowie 2027 roku ktoś z dwóch organów wyda decyzję z art. 26a. W naborze rezerwy celowej na 2027 lub 2028 rok Nowa Sól wreszcie dostanie pieniądze. Przetargi odbędą się w 2028 roku. Wywożenie materiału może potrwać pięć lat. Ostatnia ciężarówka z kwaśną smołą wyjedzie z Nowej Soli najwcześniej w 2033 roku. Potem jeszcze rekultywacja gruntu. Koniec – być może około 2035 roku.

Scenariusz pesymistyczny: spór kompetencyjny ciągnie się kolejny rok. Wywłaszczenia grzęzną w apelacjach. Kolejny pożar Przylepu dzieje się nie w Nowej Soli, tylko gdzie indziej – ale dostawa pieniędzy idzie tam, gdzie jest „świeży temat”, a nie tam, gdzie ciągnie się to 25 lat. W tym scenariuszu pierwsza łopata wjedzie w nowosolską hałdę nie wcześniej niż w początkach lat 30. – ponad trzydzieści lat po tym, jak wojewoda wydał pierwotne zezwolenie Pol-Eko-Techowi.

Tymczasem na ulicy Brzozowej wciąż stoi 1,6 hektara kwaśnej smoły. Latem nadal rozpływa się jak lawa. Jesienią nadal spłukują ją deszcze. A cała sprawa pokazuje coś, o czym samorządowcy mówią od lat, ale co politycy nadal pomijają: w Polsce pojedynczy cwaniak z dobrymi kontaktami może zostawić państwu problem, którego rozwiązanie potrwa trzy dekady i będzie kosztowało dwadzieścia razy więcej, niż on sam zarobił na jego stworzeniu.


Total
0
Shares
Dodaj komentarz

Powered by the Tomorrow.io Weather API
Total
0
Share